
Najbardziej kontrowersyjny horror od 15 lat. Po latach wględnego umiaru w kinie grozy, jako odpoczynku po, ekhm, przesadzie lat osiemdziesiątych, gore powraca wściekły z wiertarką w dłoni. Quentin doskonale wyczuł zwierzynę i bez wachania zainwestował nazwisko w ten tytuł.
W tym miejscu wypadałoby opowiedziec fabule filmu, ale taka nawet gdyby byla i tak pozostalaby jedynie pretekstem. Można tez powiedziec inaczej: obraz ten w calosci jest poswiecony dwom rzeczom, i jest to seks (pierwsza połowa filmu) oraz przemoc (druga połowa filmu). Banał? Nie wtedy gdy pociągnie się to do zupełnego ekstremum.
Co więc składa się na oryginalanośc tego dzieła? Widzieliśmy już (w szczególności wyemancypowanych ltach 80-tych) przecież niewiarygodne obrzydlistwa, które zostały pociągnięte już do totalnego absurdu. Kluczem do odpowiedzi jest realizm. Nigdy wcześniej łamanie, cięcie, wkręcanie, wbijanie nie zostały podane w sposób tak sugestywny i prawdziwie. To juz nie jest krew z kisielu i gumowe kończyny. Oglądanie tego widowiska dosłownie “boli”.
Po obejrzeniu tego filmu byłem bardzo zniesmaczony. I podejrzewam że większośc widzów będzie czuła się podobnie po seansie z nim. Ale taki jest podstawowy zamysł tego obrazu, który spełnia całkowicie. Pozostaje w pamięci o wiele lepiej od setek innych mdłych horrorów – slasherów dla wyrostków, które od dawna jedynie zjadają własny ogon. I to się liczy.