Archiwum dlapaździernik, 2007

Grindhouse vol.2: Planet Terror

 

Kobieta z karabinem maszynowym zamiast nogi. Szalony naukowiec kolekcjonujący ludzkie szczątki. Grupa żołnierzy, która po zabicu Bin Ladena, zostaje skazana na chorobę. Tajemniczy właściciel złomowiska o ksywie El Wray. I to wszystko w jednym filmie.

Robert Rodriguez w swoim wspólnym projekcie z Quentinem Tarantino, będącym hołdem dla kina Exploitacion lat 70, poszedł w zupełną inną stronę, niż swój wieloletni przyjaciel. QT w ramy niskobudżetowego kina sensacyjnego i grozy włożył całkiem inteligenty i na swój sposób perweryjny (w tym tradycyjny fetysz kobiecych stóp). Rodrigez nie ma takich amibicji nawet przez jedną minutę trwania filmu. Jest to proste przeniesienie kiczu kin Grindhouse w wspólczesne realia. Jednym zdaniem: niskobudżetowy “crap” za 50 milinów.

Ale gdy cały ten “crap” staje się zamierzony film otrzymuje trochę inny wymiar od swoich poprzedników z lat 70. Groteska i przesada przypomina wręcz filmy Tima Burtona, tyle z hektolitrami krwi i obrzydliwości. Konwencja pozwala na dosłownie wszytsko. Niech przykładem będzie tytuł jednej z fałszywych zapowiedzi przed filmem: “Kobiety Wikołaki z SS”. Niektórych to odstręczy, niektórzy pochłonią każdy kadr filmu. Przy tym reżyser nie akceptuje żadnych kompromisów. Chce pokazac karate-macho jeżdzącego na zabawkowym motorku – pokazuje to. Gnijące zwłoki – proszę bardzo. Przykładów można mnożyc bez liku.

To nie jest zdecydowanie film dla wszytskich, co pokazują niezbyt dobre wyniki finansowe filmu. Zasada od fana dla fanów ( w tym przypadku gore i exploitacion) zadziałała tutaj jednak w pełni. To chbya najlepszy dotąd film Rodrigueza, lub chociaż może rywalizowac o ten tytuł z Sin City. Mam nadzieję, że nadchodząca dużymi krokami Barbarella przyniesie mi podobną dawkę rozrywki.